Życie musi mieć smak! Iwona Guzowska NaDiecie.pl – Talk-Show #004

Profesjonalistka nie tylko na ringu, ale również w kuchni. Niczym Robert Makłowicz rozbiera smaki na czynniki pierwsze. Lubi ostre smaki i podobną zasadą kieruje się w życiu – nie uznaje jak jest mdłe. Na co dzień kieruje się zasadą mądrego odżywiania, bo nie lubi bylejakości. Iwona Guzowska – wielokrotna Mistrzyni Świata i Europy w boksie zawodowym. Czterokrotnie zdobyła Puchar Świata w kick-boxingu, a także tytuł Mistrzyni Holandii w kick-boxingu, tytuł Mistrzyni Finlandii w kick-boxingu, siedmiokrotne Mistrzostwo Polski. Mimo, że zakończyła swoją sportową karierę nadal jest aktywna. W 2013 roku na mecie jednych z zawodów usłyszała „IWONA YOU ARE AN IRONMAN!” W ten sposób stała się triathlonistką z krwi i kości.

W rozmowie z Kamilem Gapińskim w czwartym odcinku „Talk-Show NaDiecie.pl” opowie o żywieniu dla sportowców, żołnierzy, nastolatków i polityków. Mimo, że sama za rybami nie przepada, zdradza gdzie podają najlepsze ryby w Trójmieście. Radzimy słuchać po drugim śniadaniu.

Gdzie możesz zobaczyć odcinek?

Odcinek z Iwoną Guzowską możecie zobaczyć poniżej, a wszystkie inne nasze produkcje znajdziecie w dziale Talk-Show na portalu NaDiecie.pl . Prowadzimy również kanał na YouTube, a jeśli podoba Ci się nasz program i chcesz być na bieżąco ze wszystkimi odcinkami, to zapraszamy do subskrybowania.

W tym odcinku dowiesz się:

  • Jacy są najważniejsi mężczyźni w jej życiu?
  • Jakie jest jej popisowe danie?
  • Czy Iwona trzymała się restrykcyjnych diet podczas sportowej kariery?
  • Jaka zasadą kieruje się podczas gotowania?
  • Jakiego smaku jest życie Iwony?
  • Przeciwko czemu Iwona Guzowska protestowała w sejmowej stołówce?
  • Jak politycy radzą sobie podczas głosowań żeby nie zasnąć?
  • Jakie smaki przypominają Iwonie dzieciństwo?
  • Gdzie Iwona Guzowska kupuje owoce i warzywa?

Pytania lub komentarze?

Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek. Zachęcamy również do pozostawienia pytania lub innego komentarza pod artykułem. To na prawdę nas motywuje do pisania i drążenia kolejnych dietetycznych tematów, a przede wszystkim widzimy, że po drugiej stronie ekranu mamy wspaniałych ludzi, z którymi możemy ciekawie podyskutować.

Odcinek w formie podcastu!

Jeśli jesteście w drodze do pracy, na treningu lub po prostu chcecie, by głos naszego gościa ukołysał Was do snu, to poniżej możecie posłuchać dźwiękowego podcastu.

Dodatkowo znajdziecie nasz podcast w aplikacji iTunes dla użytkowników iPhone’ów i iPad’ów, a także na platformie SuondCloud dla użytkowników innych smatfonów.

Będziemy bardzo wdzięczni za pozostawienie swojej oceny oraz recenzji w iTunes. Dzięki temu nasz podcast będzie wyżej w rankingach, przez co osoby, które jeszcze nas nie słuchały znacznie łatwiej nas znajdą.

Transkrypt odcinka!

Dla tych, którzy wolą czytać niż słuchać i oglądać przygotowaliśmy transkrypt dzisiejszego odcinka NaDiecie.pl . Możecie go pobrać w pliku PDF lub kliknąć poniżej, aby przeczytać wywiad na naszym portalu.

  • Kamil Gapiński: Kami Gapiński witam Państwa bardzo serdecznie po raz kolejny z restauracji Mezze na ulicy Różanej 1. To jest wyjątkowy odcinek programu NaDiecie.pl ponieważ dziś po raz pierwszy, wreszcie, moim gościem jest kobieta. I bardzo mnie to cieszy. Iwona Guzowska dzień dobry.

    Iwona Guzowska: Dzień dobry. Ale zaskakujące jest to, że do tej pory nie mieliście kobiety. Zazwyczaj to jednak kobiety interesują się dietą, odżywianiem.

    Ale mówi się, że najlepszymi kucharzami ponoć są mężczyźni.

    Ponoć tak. Rzeczywiście i większość szefów kuchni to faceci.

    No właśnie. Posłuchaj żyjesz w Trójmieście i ja Ci tego bardzo zazdroszczę bo ja bardzo często uciekam do Sopotu.

    Słusznie.

    A lubię nie tylko dlatego, że mogę tam pobiegać, nie dlatego, że mam tam znajomych. Ale dlatego, że jest tam mnóstwo fantastycznych knajp, w których po prostu można sobie dobrze zjeść.

    Wiesz w Warszawie też jest mnóstwo i nawet więcej szczerze mówiąc, ale ja wolę Trójmiasto i zdecydowanie są tam takie miejsca, w których rzeczywiście bardzo fajnie jest posiedzieć i bardzo fajnie jest coś zjeść. Natomiast tego aż tak dużo nie ma. Chociaż jest coraz więcej. Stare Miasto jest tego najlepszym przykładem. Jest coraz więcej fajnych restauracji, knajpek, w których jest jedzenie na naprawdę bardzo dobrym poziomie.

    A jest tak trochę, że są knajpki na widoku dla turystów i są knajpki, o których wiedzą tylko lokalsi, w których możecie się schować i tam jeść. Nie wiem nie w takim tłoku i nie za dragońskie ceny jakie się zdarzają na tych głównych miejscach w Trójmieście?

    Oczywiście. Żaden z mieszkańców Trójmiasta nie pójdzie zjeść do tych popularnych, takich smażalni ryb czy restauracji rybnych, które mieszczą się na tym popularnym deptaku od Brzeźna aż po Gdynię. Zapomnij mieszkańca Trójmiasta tam nie znajdziesz. Ja na przykład jeżdżę do lasu na rybę. Zawsze jak zapraszamy naszych przyjaciół przeważnie z okolic Warszawy to każdy jest zaskoczony. Jak to jedziemy do Gdańska, nad morze a ty nas zabierasz do lasu na ryby. A oczywiście bo wiem gdzie są najlepsze ryby. Tam jest taka fajna miejscówka ona się nazywa Przystań. Nie nie Przystań.

     Bar Przystań.

    Przystań to jest to paskudztwo, które jest w Sopocie. To się nazywa, matko kochana. Zaraz sobie przypomnę. Rybakówka. I do Rybakówki się jeździ na ryby w Trójmieście. Jest to w Lesie Oliwskim jeszcze za zoo, więc okolice przepiękne. Zresztą są to moje miejsca, w których biegam, po których jeżdżę na rowerze. No i tam są najlepsze, najświeższe ryby. Właściciel sam hoduje kilka gatunków ryb po za tym jest właścicielem przetwórni ryb w Islandii, więc naprawdę to co serwuje gościom jest najwyższej jakości, zawsze świeże, pyszne. Nie jest tam wykwitnie jeżeli chodzi o wygląd.

    Ale często tak jest, że te dobra knajpy z super jedzeniem nie wyglądają wcale jakoś tam fenomenalnie wewnątrz ale dają dobre żarcie.

    Faceci, bo to jest bardzo ważna część w życiu Iwony i o dwóch mężczyznach chciałem porozmawiać. Po pierwsze mąż, żołnierz, czyli chłop, który nie oszukujmy się na zapewne jest żarty. Żeby wykarmić żołnierza to trzeba mieć zakładam trochę czasu. Jak to jest Ty gotujesz czy on sobie sam jednak gotuje? Czy może go w jednostce karmią?

    W jednostce go nie karmią. Te czasy już minęły.

    OK.

    Po za tym on nie lubi tego jedzenia.

    Jestem w stanie go zrozumieć.

    Natomiast właśnie Jacek nie jest przykładem takiego żartego faceta. On jest bardzo szczupły, ma takie okresy, że naprawdę trzeba przypominać mu o tym żeby coś zjadł. Je jak wróbel, chociaż na szczęście ostatnio odbija i pochłania ogromne ilości jedzenia, więc z tego się cieszę. Natomiast ma niesamowitą przemianę materii. Ale tak jest mięsożercą. Natomiast przeszedł bez problemu na tryb nie jedzenia wieprzowiny i to mnie ogromnie cieszy. Bo ja już 27-28 nie jem już wieprzowiny i fantastycznie się z tym czuję. I Jacek rzeczywiście po kilku latach sam czuje różnicę, więc w domu ja gotuję. Chociaż on potrafi tylko nie chce mu się.

    A jakie jest na przykład danie popisowe Iwony Guzowskiej, gdy nabroi, gdy wkurzy męża i gdy chce przeprosić męża?

    Ja nie broję. I na pewno nie przepraszam męża gotując. W każdym bądź razie wszystko oczywiście zależy od okoliczności. Nie będę specjalnie skromna, ale rzeczywiście bez względu na to czy zabieram się za potrawy wegetariańskie czy mięsne nieźle mi one wychodzą. Na pewno jeżeli chodzi o mięsa takim moim popisowym daniem jest albo jagnięcina albo wołowina, polędwica wołowa w sosie bordelaise.

    Hmmm już zgłodniałem.

    Jest fantastyczny ten sos. Aksamitny. Oczywiście gotuje się go z czerwonego wina, trzeba odparować to wino, zredukować jego ilość z całej butelki do jednej trzeciej, ale ono się gotuje z ziołami, jałowiec, rozmaryn świeży, ziele angielskie, trochę goździków, później daje się melasę do tego i sos z pieczeni. No i ten sos jest po prostu przeobłędny. Jest taki pyszny, że nawet kawałek piersi z kurczaka podasz z nim i wydaje się, że masz mega wykwintne danie. Natomiast lubię bardzo dużo makaronu gotować i różnego rodzaju sosy. Kombinacje z warzywami, z mięsem. Jest naprawdę tego mnóstwo.

    Teraz zahaczamy o drugiego mężczyznę w życiu Iwony. O jej syna. Czy bywa tak, że mama gotuje synowi na przykład na randkę, że on mówi mamo dzisiaj przychodzi do domu fantastyczna dziewczyna i muszę zrobić na niej wrażenie. Pomóż. Czy tak się zdarza?

    Mój syn od kilku lat już mieszka samodzielnie. To jest dorosły facet.

    Nie mieszka. Oj to zabolało.

    To jest dorosły facet, który właśnie

    Ale to może być mama na wynos jak teraz są modne te wszystkie pudełka to może mama z pudełkiem wpaść i przywieźć na przykład na randkę i on będzie udawał, że to on upichcił.

    Bzdura, bo on mój syn fantastycznie gotuje.

    Dobrze gotuje. OK.

    Zresztą skończył technikum gastronomiczne.

    Nie było pytania. Tego nie wiedziałem.

    Świetnie gotuje. Pod warunkiem, że gotuje dla siebie, dla bliskich, bo gdyby miał to robić zawodowo to na pewno nie jest jego ścieżka.

    Ale tez wydaje mi się to, że to często bywa tak, że człowiek jak ma motywację. Prawda. Nie wiem jak się mieszka samemu. Jak mieszkałem samemu to na przykład nie chciało mi się gotować.

    No bo dla siebie tak to ciężko.

    Dla rodziny, dziewczyny, dla przyjaciół to jednak inaczej to nawet wychodzi lepiej.

    On potrafi. Jemu świetnie wychodzi gotowanie. Tak, że z nim też nie ma problemu aczkolwiek  jak mama. Młody do mnie przychodzi jak ma jechać do domu to zawsze coś mu do pudełka.

    Wrzucasz. Powiedz mi jak byłaś w trakcie kariery sportowej tej profesjonalnej, zawodowej, bokserskiej, kick-boxerskiej bardzo mocno musiałaś przestrzegać diety? Czy to raczej było, że tyle kalorii się spalało podczas treningu, że wychodziłaś z założenia, że tyle przepalisz i tak naprawdę raz na jakiś czas możesz sobie pozwolić na każde szaleństwo?

    Sporty walki i wszystkie sporty tam gdzie są wymagane limity wagowe no niestety obligują do tego, żeby przestrzegać, pilnować diety żeby nie przybrać za dużo kilogramów. Nawet jeśli jest to solidna porcja mięśni, więc trzeba było zawsze to wyważyć. Natomiast w boksie zawodowym nie miałam tego problemu tak naprawdę trzy treningi dziennie, wyczerpujące przepalały absolutnie wszystko. Po za tym zauważyłam u siebie, że im więcej trenuje tym mniej jem.

    A to ciekawe.

    Tak, dlatego, że tak działa właściwie chyba organizm. Nie musi tracić energii na trawienie nie zawsze zdrowych i lekkostrawnych rzeczy. Zachowując tą energię molekularną do tych innych aktywności, aczkolwiek zawsze się mądrze odżywiałam. To jest chyba najważniejsze, żeby zrobić sobie listę jeżeli ktoś tego nie wie. Bo ja wiem co ja lubię czego nie lubię i co z tej listy z produktów, które lubię jest zdrowe a co nie. Więc te nie zdrowe rzeczy dawkuję sobie bardzo rzadko. Staram się gotować to co lubię, to co mi smakuje i to co jest zdrowe. I to działa.

    W trakcie już teraz jak skończyłaś karierę sportową już jakiś czas temu ale natomiast wciąż jesteś blisko tego sportu, bo nie wiem czy biegasz czy uprawiasz triathlon.

    No oczywiście.

     I teraz też jest tak, że cały czas jak restrykcyjnie się prowadziłaś podczas tej amatorskiej kariery sportowej, po boksie czy kick-boxingu.

    Nie ja jakoś nigdy strasznie restrykcyjna wobec siebie nie byłam. Poza tym ja kocham jeść. Uwielbiam różnego rodzaju smaki. Zwłaszcza wyraziste, pikantne. Wychodzę z założenia, że życie musi mieć smak w związku z tym kuchnia nie może być mdła.

    No właśnie, bo w jednym z wywiadów powiedziałaś, że bardzo lubisz Meksyk, że to jest kraj, który Ci się bardzo podoba. To znaczy, że kuchnia również.

    Tak i właśnie bogactwo przypraw, tak samo Indie bogactwo przypraw, ziół, które są stosowane w tamtejszych kuchniach są po prostu przeobłędne. Jesteśmy zresztą w miejscu, które, nawet ta herbata, gdzie jest mięta, kardamon chyba.

    Jest taka wyrazista.

    Jest przepyszna. Nie jest byle jaka. Ja w ogóle nie lubię bylejakości więc jedzenie musi odzwierciedlać absolutnie właśnie chyba takie podejście. Więc lubię jeść. Nie jestem bardzo restrykcyjna. A triathlon ma to do siebie, że bez względu ile zjesz i tak wszystko się spala.

    Tak to prawda.

    Na chwilkę wróćmy do czasów Twojego posłowania, że tak powiem, bo pamiętam. Od razu spojrzenie Iwony zła przeszłość. Brrr.

    Nie zła. Absolutnie.

    Nie kojarzy Ci się źle. OK.

    Przepraszam ale nie to co się teraz dzieje.

    OK ale stołówka nie kojarzy Ci się dobrze, bo jak doczytałem gdzieś w 2009 bodajże roku wszczęłaś z jedną z posłanek platformy protest, bo powiedziałaś, że to co jest sejmowej restauracji jest nie jadalne, że karaluchy w sałatkach, nie świeże mięso.

    Nie wszczęłam protestu to oczywiście dziennikarze.

    Przesadziliśmy.

    Nie dziennikarze po prostu wyciągnęli jakieś takie opinie, które rzeczywiście były prawdziwe. To już jakby pomijając wszystko. Natomiast wyciągnęli też nazwiska, które są medialne, więc zrobili z tego aferę.

    Ale to żarcie w sejmie jakie było?

    Paskudne.

    Paskudne jednak.

    Paskudne naprawdę. Bardzo często nie miało nic wspólnego ze świeżością, no smak też nie wiem.

    Daleki od ideału mówiąc delikatnie.

    Daleki tak naprawdę od czegokolwiek więc jedzenie było niestety niezbyt dobre.

    Może to dlatego nasi posłowie chodzą tacy zestresowani.

    Nie to jest bzdura.

    Śmieję się.

    Naprawdę korzystaliśmy z tego jedzenia tylko wtedy kiedy naprawdę nie było innej możliwości i nie było czasu żeby wyjść poza sejm żeby coś zjeść ciepłego, między komisjami kjak człowiek miał tylko 15 minut żeby zjeść ciepły posiłek to niestety wtedy.

    A gdy posłanka Pawłowicz wpadła na salę obrad i wyjęła sałatkę i był wokół tego straszna awantura.

    I było zabawnie.

    Ale rozumiesz ją i usprawiedliwiasz, że w toku tych komisji i wszystkiego chciała coś przekąsić czy jednak tak się nie powinno robić według Ciebie.

    W sumie oczywiście nie powinno się tak robić. A  na pewno nie tak ostentacyjnie. Natomiast zdarzały się głosowania, które trwały po 8-9 godzin zwłaszcza budżetowe i każdy z nas brał sobie coś na salę sejmową. Wychodziliśmy i wnosiliśmy gorącą herbatę czy kawę żeby nie zasnąć. Ale staraliśmy się robić to bardzo dyskretnie. No bo jednak tyle godzin siedząc na sali, głosując bez możliwości wyjścia.

    Szczególnie jak ktoś jest na przykład przyzwyczajony do regularnego w miarę jeszcze odżywiania się.

    Tak, a przecież. Załóżmy, że któryś z posłów chociażby cierpi na cukrzycę. Jest tam sporo ludzi, którzy są w takim wieku

    Że jest to prawdopodobne

    Jasne, że tak a poza tym dla zdrowego odżywiania, mądrego odżywiania warto jednak regularnie się odżywiać, przestrzegać tych godzin tego posiłku nawet jeśli ten posiłek jest niewielki.

    Na chwilkę wróćmy do czasów Twojego dzieciństwa, odejdźmy od polityki. U Karola Okrasy w programie telewizyjnym w TVP powiedziałaś, że smak dzieciństwa to jest zalewajka, którą jadłaś u babci

    To pampuchy takie

    No właśnie i chciałem zapytać jakie są te inne smaki dzieciństwa i czy zdarza Ci się do nich wracać

    Tak chleb z masłem. Do końca życia

    A nie z cukrem jeszcze? Bo ja z cukrem jeszcze

    Fuj. 

    Czyli zdrowiej. Taka wersja fit.

    Nie sądzę żeby wersja chleb z masłem była fit w jakiejkolwiek postaci

    Nie,  śmieję się. Bez cukru to trochę mniej.

    Bez cukru trochę mniej. Natomiast rzeczywiście chleb, świeży chleb z chrupiącą skórką, posmarowany prawdziwym masłem i na to jeszcze pomidor z solą to jest obłęd. I to jest dla mnie tak pyszne.

    Proste przyjemności. Takie małe rzeczy a tak cieszą.

    Tak. Dokładnie.

    A da się w ogóle dostać, nie wiem w Trójmieście zdrowe rzeczy, bo często jest tak, że

    No oczywiście

    W takim osiedlowym sklepie ciężko dostać takie świeże owoce, warzywa, żebyś to co jadł żeby było zdrowe.

    Właśnie bzdura. W osiedlowym sklepie, w osiedlowym warzywniaku

    Ale ja tu w Mokotowie nie mam takich

    Ale my w Trójmieście mamy lepiej

    Wiem, że w tych dużych, że w tych sieciach to nie jest już za dobrze.

    W hipermarketach tak. Chociaż teraz szybciej chyba dostanie się coś świeżego w takich dyskontach czy sklepach typu lidl. Tak na szybciocha ale cóż zrobić. Warzywniak, mały warzywniak gdzie właściciele jeżdżą codziennie na giełdę przywożą świeże jarzyny, świeże owoce. To jest nie do zastąpienia.

    Czyli lubisz magię takich mały sklepików, w których można sobie kupić

    Przede wszystkim tam już jest relacja człowiek – człowiek. Zna się sprzedawcę. Sprzedawca zawsze doradzi

    Coś dobrego odłoży na przykład

    Tak. Ale ze względu, że ilość tych warzyw i owoców nie jest taka ogromna to one nie mają też szans się zepsuć. To jest fajne, że ten produkt jest zawsze świeży. Więc uważam, że takiego pomidora z warzywniaka nie zastąpi nigdy pomidor, który jest importowany nie wiadomo skąd. Oczywiście sztucznie gdzieś tam dojrzewany.

    Od Trójmiasta zaczęliśmy i na Trójmieście skończymy. Czy masz znajomych na przykład moja koleżanka, która pochodzi ze Stegny pod Krynicą i obok Krynicy Morskiej czyli obok Was, obok Trójmiasta ma znajomych rybaków, którzy zawsze rano wpadali i jakąś rybkę niewiem halibuta czy coś dawali jej. To potem ja spróbowałem, byłem beneficjentem tego. To było przepyszne. Tego nijak porównywać do takiej ryby ze smażalni. Też masz takich znajomych, z którymi masz diler, że tak powiem i czasami przywożą Ci coś smacznego.

    Nie ja za rybami akurat specjalnie nie przepadam, więc nie. Natomiast mam zaprzyjaźniony sklep i ten warzywniak i mam niedaleko sklep ze zdrową żywnością. Jak wpadam na szalony pomysł bagietki bez glutenowej i jakiegoś produktu mi brakuje to oni zawsze wiedzą

    Jak pomóc

    Tak albo zrobić twarożek z orzechów nerkowca i do tego są mi potrzebne płatki drożdżowe, które niestety nie są wszędzie dostępne. To zawsze tam znajduję. To jak najbardziej są takie miejsca. Może nie są z rybami. Aczkolwiek skoczę na chwilę do Turcji. Przez półtora miesiąca tam pracowałam, wiele lat temu, więc jadłam tam gdzie jedli mieszkańcy . Tak zwani lokalesi najpyszniejszy kebab z jagnięciny jaki jadłam to właśnie tam. Stoły zwykłe pokryte ceratami, ale tak obłędnie świeże jedzenie. I tam był rybak, który codziennie przywoził tuńczyki. Wypływał, łowił tuńczyki i można było sobie kupić całą tuszę albo pół tuszy albo tylko steka i szedłeś z tym surowym stekiem tuńczyka na pobliski rynek, gdzie były też knajpy. Dawałeś mięso i oni ci przyrządzali. I to było po prostu obłędne. Grillowany tuńczyk, ryby, krewetki na oliwie z czosnkiem. Dookoła tylko cykady było słychać. Na deser w ramach przygotowań tego posiłku i ceny, którą się za to płaciło. Niewielkiej zresztą dostawałeś przepysznego, świeżego i słodkiego  melona albo arbuza. U nas takich owoców niestety się nie znajdzie. Więc to jest myślę urok jedzenia.

    Dobrze proszę Państwa kończymy, bo ja myślałem, że tylko Robert Makłowicz jest w stanie sprawić, że jestem głodny. Nie jest jeszcze druga osoba  – Iwona Guzowska. A jestem przed drugim śniadaniem. Dwie godziny zjadłem śniadanie. Jestem głodny. Dziękuje Ci bardzo. Będę częściej zapraszał kobiety bo to jest naprawdę przyjemność rozmawiać z nimi o jedzeniu. NaDiecie.pl jesteśmy na Różanej 1 w knajpie Mezze widzimy się niebawem za dwa tygodnie. Jeszcze raz dzięki.

    Dziękuję.

lub udostępnij go znajomym: