Uprawia najbardziej wredny zawód w kontekście zdrowego odżywiania! Tomasz Jachimek NaDiecie.pl – Talk-Show #005

W kolejnym odcinku Talk-Show NaDiecie.pl gościmy przedstawiciela zawodu, który jak sam mówi jest najbardziej narażony na pochłanianie niezdrowego jedzenia w pracy, a w zasadzie w drodze z lub do pracy. Mowa o tekściarzu, kabareciarzu, komentatorem popularnego programu „Szkło Kontaktowe”, człowieku orkiestrze Tomaszu Jachimku! Osobie, która ma w sobie tyle energii, że rozsadził nasze mikrofony i wyładował kamery. Za gorszą jakość oczywiście przepraszamy, ale obiecujemy, że treść wynagrodzi Wam te drobne niedogodności.

A w tym odcinku będzie między innymi o kebabach, zapiekankach i hot-dogach pochłanianych nocą przez Tomka na stacjach benzynowych i w przydrożnych barach oraz o tym, co nasz bohater spożywa teraz, przygotowując się do triathlonu. Krótko mówiąc. Co do takich zmian skłoniło naszego gościa? Odpowiedź jest jak zwykle bardzo życiowa. Obejrzał jakiś czas temu swoje zdjęcia z wakacji. To co na nich zobaczył, najzwyczajniej w świecie go przeraziło. To nie był zwykły piwny brzuszek! W jego miejscu zaczęły formować się prawdziwe fałdy tłuszczu! Zobacz, posłuchaj lub przeczytaj co nasz bohater postanowił z tym zrobić!

Gdzie możesz zobaczyć odcinek?

Odcinek z Tomaszem Jachimkiem możecie zobaczyć poniżej, a wszystkie inne nasze produkcje znajdziecie w dziale Talk-Show na portalu NaDiecie.pl . Prowadzimy również kanał na YouTube, a jeśli podoba Ci się nasz program i chcesz być na bieżąco ze wszystkimi odcinkami, to zapraszamy do subskrybowania.

W tym odcinku dowiesz się:

  • Jak zazwyczaj odżywiają się artyści, podczas kilkudniowych tras?
  • Jakie nasz gość ma dietetyczne postanowienia noworoczne?
  • Jakich sposobów Tomasz Jachimek chwyta się by nie otworzyć zakazanego mu przez trenera „browara”?
  • Jakie zmiany zaszły w lodówce Jachimka, od kiedy postanowił „coś ze sobą zrobić ”?
  • Jakie metody stosuje teraz, aby nie powrócić do starych nawyków żywieniowych?
  • Co to jest „bełzon” według Tomasza Jachimka?
  • Poznasz „dobre rady” jak przetrwać obiad u teściowej.
  • Dlaczego Tomka nazywają mistrzem naleśników?
  • Jaką przeszłością sportową pochwalić się może Jachimek?

Strony, osoby i tematy wymienione w odcinku:

Pytania lub komentarze?

Napisz proszę, czy podobał Ci się ten odcinek. Zachęcamy również do pozostawienia pytania lub innego komentarza pod artykułem. To na prawdę nas motywuje do pisania i drążenia kolejnych dietetycznych tematów, a przede wszystkim widzimy, że po drugiej stronie ekranu mamy wspaniałych ludzi, z którymi możemy ciekawie podyskutować.

Odcinek w formie podcastu!

Jeśli jesteście w drodze do pracy, na treningu lub po prostu chcecie, by głos naszego gościa ukołysał Was do snu, to poniżej możecie posłuchać dźwiękowego podcastu.

Dodatkowo znajdziecie nasz podcast w aplikacji iTunes dla użytkowników iPhone’ów i iPad’ów, a także na platformie SuondCloud dla użytkowników innych smatfonów.

Będziemy bardzo wdzięczni za pozostawienie swojej oceny oraz recenzji w iTunes. Dzięki temu nasz podcast będzie wyżej w rankingach, przez co osoby, które jeszcze nas nie słuchały znacznie łatwiej nas znajdą.

Transkrypt odcinka!

Dla tych, którzy wolą czytać niż słuchać i oglądać przygotowaliśmy transkrypt dzisiejszego odcinka NaDiecie.pl . Możecie go pobrać w pliku PDF lub kliknąć poniżej, aby przeczytać wywiad na naszym portalu.

  • Kamil Gapiński: Kamil Gapiński dzień dobry. Witam Państwa po raz kolejny z restauracji Mezze na ul. Różanej 1. Program NaDiecie.pl. Moim gościem jest Tomasz Jachimek. Nie wiem, jak Cię przedstawić? Kabareciarz? Dziennikarz? Artysta? Jak lubisz być?

    Tomasz Jachimek: Tomasz Jachimek to już jest takie silne logo, że tam kabareciarz.

    Słusznie. Jak Adidas trzy paski.

    Kabareciarz niech już będzie. Kabareciarz, tekściarz. To już w ogóle mamy kumulacje.

    Rozmawiamy o jedzeniu, chociaż będziemy też gadać o kabaretach, o sporcie. Mam dla Ciebie takie pytanie na początek. Czy podczas występu ktoś z publiczności rzucił w Ciebie jakimś jedzeniem? A pytam dlatego, bo jesienią była taka znana historia w polskiej piłkarskiej Lotto Ekstraklasie, że w Adama Frączaka zawodnika Pogoni Szczecin, ktoś rzucił wafelkiem. A on go podniósł i zjadł.

    Tak zachował się z klasą. Zachował się z dużym dystansem. To widziałem nawet ten króciutki filmik. Znanym sygnałem jakimś stereotypem, że jak się publiczności nie podoba to lecą pomidory i w tym momencie to nie ma litości. Ale odpukuje nie wiem czy w malowane czy w niemalowane jeszcze nie. Jeszcze mi się nie zdarzyło. I tak jak sięgam pamięcią najbliżej mi do tej branży kabaretowo satyrycznej nie przypominam sobie z opowieści koleżanek czy kolegów, że aż tak mocno się nie podobało, że był protest w postaci rzucania jedzenia na scenę czy na estradę się zdarzyło.

    Kończysz występ w jakimś mieście powiedzmy nie wiem Lublin, Kraków, Warszawa, Poznań.

    Chyba znam dalszy ciąg pytania.

    Wychodzisz na starówkę. Jesteś głodny. Jest godzina 23 na mieście co jest przeważnie o tej godzinie czynne. Kebab. Zdarza Ci się takie grzechy popełniać? Zdarzało się?

    Kebab to jest w ogóle danie rarytasowe. Uprawiam najbardziej, no nie chcę powiedzieć, że najbardziej wredne, ale jeden z najbardziej wrednych zawodów, jeśli idzie o tą możliwość zdrowego odżywiania się. 23:30 wsiadamy do samochodu i wracamy i mamy do przejechania 400 km i gdzieś o godzinie 2 w nocy zatrzymujemy się na stacji benzynowej.

    Hot dog.

    Hot dog to w ogóle woow na ciepło w ogóle. Jezu to szczyt szczęścia. Kebab to w ogóle, jeszcze, gdzie można sobie domówić surówkę albo można na przykład na kebabowni czynnej wziąć sałatkę to hmm… czujemy się jak w pięciogwiazdkowej restauracji.

    Ale cały czas tak jest? Czy teraz w związku z tym zdrowszym, sportowym trybem życia trochę to ograniczasz?

    I co ja teraz mam powiedzieć?

    Prawdę.

     Trzy kamery na mnie patrzą i przenikliwe oczy Pana redaktora. Może tak. Ponieważ ja jestem na takim mocno sportowym trybie od stosunkowo niedawna to jeszcze większych grzechów nie pamiętam. Sylwester? Liczy się czy się nie liczy.

    Nie liczy się. W Sylwester każdy ma dyspensę.

    Każdy ma dyspensę no dobra jeśli w Sylwester każdy ma dyspensę to jeszcze większych grzechów nie było, ale jestem przed bardzo poważną trasą, gdzie 9 dni będziemy jeździli z miasta do miasta.

    Cel nie przytyć rozumiem.

    Cel nie przytyć. Cel nie zapomnieć w tych wszystkich noworocznych i sportowych postanowieniach, że nawet jeśli jesteśmy bardzo głodni o 2 w nocy to się położyć szybciej spać. I teraz uwaga, o matko Filip Szołowski to zobaczy, odłożyć browara przynajmniej tego jednego. I doczekać do śniadania i nawet na głodniaka na to śniadanie zjeść.

    I wtedy zjeść śniadanie z browarem?

    Browara nie można zmarnować. Prawda.

    No oczywiście.

    Który może będzie mniej gazowany, ale poczekać do tej 8 rano. Czy nawet wstać wcześnie o tej 7:30 czy tam o 7 jak się w hotelu zaczną podawania śniadanek to zjeść jogurcik i płatki ze świeżymi owocami i napić się soku z grejpfrutów czy wręcz zwykłej wody niegazowanej. Takie są ambitne założenia, ale jak będzie. Ja już tyle postanowień, a już co do diety i co do zdrowego prowadzenia się połamałem w swoim średnio trwającym życiu, średnio trwającym mówię o długości.

    Pośród kabareciarzy to co jest tym największym hitem podczas podróży. Hot dogi, kebabownia czy coś jeszcze?

    Kebabownia. Stacja. Teraz ostatnio koło autostrad zwłaszcza przy bardzo znanej autostradzie Łódź – Warszawa tam się generalnie dobija. Otworzyli stacje benzynowe, gdzie są całodobowe McDonaldy czynne albo KFCiaki są czynne. Po 3 godzinach jazdy.

    Ale też zauważyłem, poczekaj. Panie Tomaszu. Zauważyłem, że jest taka sytuacja, że teraz jednak więcej stacji promuje zdrowy tryb żarcia. Nie będę teraz wymieniał nazwy, ale jadąc kiedyś na jakieś zawody triathlonowe zjadłem w jednej z większych stacji, w jednej z większych sieci łososia, warzywa gotowane, ryż. Naprawdę. Nie wiem, czy to jest całą dobę. Ale na pewno za dnia, bo wtedy jak jechałem to spokojnie można było zjeść zdrowo.

    Widziałem coś takiego jak pierogi. Widziałem takie rzeczy jak zupy. Ale jak zajrzałem do tej zupy to podejrzewam, że jakiś technolog żywienia mógłby się przyczepić, jeśli chodzi o wartości odżywcze czy jakiś triathlonista mówi.

    Więcej smrodu niż smogu w powietrzu.

    O tak było by podobnie. Było by na tej zasadzie. Natomiast też na pewno coś takiego, że jak się wejdzie na stację benzynową to można zobaczyć fajny zestaw sałatkowy, można zobaczyć właśnie nie wiem sałatkę z łososiem. Do niedawna rzeczy na stacji benzynowej nie osiągalne. Także jeżeli ktoś się bardzo uprze no to jakoś da radę.

    No dobra. Na szczęście Ty nie jesteś nie wiem koszykarzem NBA i nie spędzasz 200 dni w roku czy 250 pewnie poza domem. Na co dzień jak to wygląda? Co jesz jak już jesteś u siebie pod Warszawą i z rodziną?

    Ale mówimy o etapie jeszcze przed przystąpieniem do planu treningowego?

    Tak najpierw przed treningiem, bo musimy tutaj zaznaczyć, że jak większość naszych gości masz coś wspólnego z triathlonem Tomek. Najpierw mówmy przed treningiem jak to było?

    Jeszcze przed przystąpieniem do reżimu treningowego to moim planem był brak planu. Co było w lodówce to się jadło. Jajeczniczka to oczywiście obowiązkowo jajeczniczka na boczku. Moja żona jest mistrzynią w przygotowaniu tego typu potraw. Jak najbardziej z wielką radością, nie wzgardziłem tatarem, uwielbiałem golonkę. Znaczy uwielbiałem, uwielbiam do tej pory to mi się nie zmieniło smaki. Flaki wszelkiego rodzaju, tam podroby. A czemu nie do obiadku zimne piwko, do kolacji. Kolacja tatar z dobrym czerwonym, z lampką dobrego czerwonego wina, czasami to się przeradzało w dwie lampki. Przyznam się tutaj bez bicia. Bywało różnie.

    Ale jest teoria budująca o tym, że lampka czerwonego wina akurat to na wieczór.

    Pomaga.

    Krążenie. Wiesz wszystko jest OK. Ja sobie tak tłumaczę jak piję.

    Wiem byłem wielkim zwolennikiem, wyznawcą tejże teorii. Z synem na pizzę. Syn jest tak zwany pizzowy. Po meczu, bo dobrze zagrał. Uprawia piłkę nożną i, że jak dobrze zagrał to mieliśmy układ ojcowsko synowski, że tutaj się należy i szliśmy na jakąś dobrą pizzę.

    Czyli od małego uczysz Go niezdrowego odżywiania.

    Raz na tydzień nawet niech ma.

    Jest szansa, że młody Jachimek będzie znany nie z bycia kabareciarzem czy dziennikarzem a na przykład piłkarzem?

    Jestem chyba ostatnią osobą, która powinna o tym mówić publicznie, bo nigdy nie będę nigdy obiektywny po pierwsze. Po drugie za wcześnie. A po trzecie to jest piłka nożna. Konkurencja jest podejrzewam przeolbrzymia. I mówienie w tym momencie o jakichkolwiek szansach nie ma najmniejszego znaczenia. Zwłaszcza, że jak syn by to obejrzał i bym powiedział, że ja teraz powiem tak syn ma duże szanse. No to on mówi, że jestem najlepszy. Nie trenuje.

    Jak powiesz, że do niczego się nie nadaje. To się załamie.

    Więc to już będzie trauma to pozwolę sobie odmówić odpowiedzi na to pytanie.

    Powiedz mi. A co się zmieniło w tej lodówce Twojej domowej po tym jak już zacząłeś trochę więcej trenować?

     No właśnie przede wszystkim pojawił się plan. Czyli, że już na śniadanko mamy sympatyczną pacie jogurtowo owocowo z orzechami nerkowca, z żurawinką. I to jest syte to nie wiem, ale tuczące na tyle tuczące, że po półtorej godzinie mogę sobie iść na w miarę ciężki trening. I wrócić i w ogóle nie czuję głodu i że jest miło. Strasznie dużo zacząłem pić wody niegazowanej, żeby nie było.

    Nawet tu mamy dowód.

    Nawet tu mamy dowód. Odmówiłem ciepłej herbatki. To momencik zwilżę sobie tylko gardło.

    Jasne. Twoje zdrowie.

    Zdrowie Pana prowadzącego. I jak już jem to staram się jeść mniej. Trzymam się tej zasady: 5 niedużych posiłków, ale w miarę o regularnych porach. Z tą regularnością to jeszcze, póki co w styczniu da radę, ale że później może być różnie. No i co żeby nie jeść tak tuż przed zaśnięciem. Co owszem też mi się zdarzało w poprzednim wcieleniu żywieniowym.

    Ale możesz też na przykład, bo są te wszystkie metody jedzenia jak już musisz coś przegryzać, żeby na przykład sobie pokroić w plasterki marchewkę i zamiast chipsów sięgać przed telewizorem oglądając Szkło kontaktowe czy coś tam.

    Ja byłem mało słodyczowy zawsze. Mnie to nie brało. A takie rzeczy jak tam owoce tak zwane podgryzacze ostatnio zauważyłem kiełki sojowe i kiełki rzodkiewki i kupuje je sobie. Moja żona patrzy na mnie z delikatnym zdziwieniem. I mówi uuu… chłopie no, że wzięło Cię na poważnie i daję radę.

    Małżonki lubią sport u mężczyzn, bo wtedy ciało powiedziałbym robi się jędrniejsze.

    To proszę o tego typu szczegóły pytać mojej małżonki, bo chyba jeszcze za szybko na tego typu efekty. No liczę na to. Nie po to człowiek biega.

    Kiedyś mówiłeś, że miałeś bełzun, czy tam brzuch.

    Bełzun. Tak, tak. Było wyraźnie, a jak zobaczyłem swoje zdjęcia z wakacji sprzed nie chcę mówić dwóch, trzech lat. Kiedy gdzieś tam nad brzegiem basenu siedzę taki pochylony i to nie jest już bełzun to są po prostu takie gejzery, fałdy. I mówię nie no bierzemy się za siebie.

    Sprytnie się dzisiaj Tomek ubrał, proszę Państwa, bo założył taką bluzę, że nie widać.

    Nie widać? Nie jest chyba najgorzej.

    Ale jest chyba dobrze. Zeszczuplałeś?

    Ale to jest już widać efekty treningu naprawdę.

    Szybko zaraz na basen pędzi po naszej rozmowie. Więc tutaj poza kadrem jest torba widać, że trenuje.

    Mogę włożyć okularki do pływania. Kąpielówek może nie.

    Skecz jak przetrwać obiad u teściów, taki kiedyś miałeś. Jak to zrobić? Masz kochany schabowego w panieneczce, masz kapustkę.

    I spróbuj tego nie zjeść. To tutaj powiem wszystkim kandydatom, którzy wybierają się na takie obiady i nawet jeśli trenują triathlon albo inną dyscyplinę sportową, gdzie dieta jest wskazana. Gdzie dieta jest mocno rygorystyczna. Tutaj jest dyspensa. Tutaj zgódź się. Przyjmij. Później zrób podwójny trening albo zapomnij. Przejdź na tydzień już bardzo rygorystyczną dietę. Tutaj bym nie podpadał. Jeśli potencjalna mama.

    Trzeba znać granicę szaleństwa sportowego.

    Trzeba znać granice ryzyka. Można sobie owszem zachować brzuch, ale stracić miłość życia. No więc nie warto ta miłość życia naprawdę przyjdzie a i brzuch po jednym obiedzie. Tak więc tutaj bym nie grymasił szedłbym na całość.

    Ty jesteś typem gościa po czterdziestce, który sobie lubi popichcić samemu w domu czy facetem, który ma na przykład do lodówki, poczekaj taki magnes przytegowany i przy magnesie jest 10 nazw restauracji.

    To zdecydowanie. Lubiłbym, gdybym potrafił. Moim popisowym, ale to znowu wbrew diecie sportowej są naleśniki. I robię znakomite, pyszne i dzieci mówią, żeby mama nie robiła, tylko żeby tata zrobił naleśniki. I mamy rytuał, że w sobotę albo w niedzielę rano, jak tylko jestem w domu to stoję 1,5 godziny przy patelni i smażę furę pancakesów. Powiedzmy sobie szczerze teraz po przejściu na w miarę zdrowy tryb życia ja sobie jednego skosztuję. Zobaczę, czy jestem w formie naleśnikarskiej i tak dalej. A poza tym gotowanie nie mówię tu jajko na miękko zrobię, jajecznicę zrobię, ale tak żeby popichcić, żeby uuu… to nie.

    Ale ładnie to ująłeś. Ale Ty trenowałeś też, zanim się wziąłeś na przykład za triathlon. Bo czytałem, że zdarzało Ci się pograć w tenisa czy zagrać z artystami w piłkę nożną tylko to nie było regularne, tak?

    Tak. Ja w ogóle jestem typem sportowca od bachora, od szczyla. Jak miałem pięć i pół roku zostałem zaprowadzony na basen na takie regularne treningi pływackie. I to się kończyło tym, że były dwa treningi dziennie. To trwało do 11 roku życia. Później bardzo długo i chyba z największym takim oddaniem, zaangażowaniem uczuciowym piła nożna Bałtyk Gdynia. A później jak już się zaczęły studia to oczywiście ta piłka gdzieś tam, ale to już w wymiarze amatorskim. Później po 30 zaczął się tenis. Też fantastyczna dyscyplina sportu, ale mam wrażenie, że dojechałem do szczytu swoich możliwości. Będę zawsze średnio zdolnym amatorem tenisowym. I coś trzeba było sobie zarzucić, bo już widziałem, że się ten brzuch robił. Mimo, że ja regularnie chodziłem na tenisa, że już tak oczywiście tenis sprawia frajdę zawsze jak to ktoś ładnie zrymował, że piłka nożna zawsze w nią można, a tenis ziemny zawsze przyjemny. To już czułem, że to nie ma już takiego efektu, takiego elementu zakochania się. Jest stałe, regularne twarde uczucie. A nie ma takiego wariactwa, że na tenisa to nie wiem 6 razy w tygodniu, a jeszcze później wieczorami na piłę. I trzeba było poszukać sobie nowych wyzwań i tak się już przymierzałem od kilku lat, teraz postanowiłem na triathlon.

    Życzymy Tomkowi: A. powodzenia w sporcie, B. żeby jak najmniej odwiedzał tych przydrożnych stacji benzynowych.

    Ooo… będzie ciężko. Dziękuje bardzo. Było bardzo miło. Mój pierwszy wywiad na temat diety. Nie wiem jak wypadłem.

    Myślę, że dobrze. Ocenią.

    Ooo… to jak ocenią internauci to już na pewno sama jakość.

    Byliśmy w Mezze na ul. Różanej 1. Kamil Gapiński. Dziękujemy Państwu bardzo gorąco i zapraszamy tu, bo bardzo dobra kuchnia afrykańska. Wszystkiego dobrego. Do zobaczenia.

    Dziękujemy. Do zobaczenia.

lub udostępnij go znajomym: