Dietetyczne chipsy!

Każdy z nas wie, jak łatwo w odchudzaniu jest „przejść na ciemną stronę mocy”. To „zło”, które oddalało mnie od bycia lżejszym, czaiło się podstępnie w każdym sklepie spożywczym. A 3 lata temu zaatakowało w najmniej oczekiwanym momencie – znalazłem je pod choinką, owinięte w gwiazdkowy papier. Hm…, „my precious” dla mnie i tylko dla mnie. Byłem wzruszony. Na wyciągnięcie ręki miałem coś, bez czego jeszcze 7 lat temu trudno mi było przeżyć wieczór filmowy w domu, seans w kinie, bądź spotkanie u znajomych. Chipsy z sosem vinegret to było to. Do dziś ten kwaśno-słony smak przypomina mi zawsze moje tłuste lata spędzone w Wielkiej Brytanii.

Do beztroskiego życia na Wyspach powróciłbym chętnie, ale do wagi z tamtych czasów już niekoniecznie. Niestety, chipsy zawsze były moją piętą Achillesową. Nawet teraz pisząc ten tekst, ślina kapie mi na klawiaturę komputera. Znalazłem jednak na nie sposób i ograniczyłem ich spożycie do 0!

A było to tak. Po przeczytaniu masy hipsterskich przepisów na domowe chipsy, zaryzykowałem i rękoma mojej Prawie Perfekcyjnej Pani Domu zacząłem robić własne. I wyszło, że food hipsterzy nie tacy głupi jednak są. Szybko przekonałem się, że da się przygotować je tak, by miały smak moich ulubionych. No dobra, może nie do końca taki sam, ale przynajmniej wracają przy nich miłe wspomnienia. Pewnie nadal jest to bomba kaloryczna ale przynajmniej wraz z kaloriami nie pakuję w siebie całej tablicy Mendelejewa. Nie wiecie o czym mówię? To zerknijcie na to, co najpopularniejsze chipsy mają w sobie!

I co? Jest ktoś, kto zaprzeczy, że sklepowe chipsy to samo zło?

Mam nadzieję, że Wam dojście do tego wniosku zajęło dużo szybciej niż mnie. Czas zatem na dobrą alternatywę. Oto ona:

Takie czipsiki można przygotować z prawie wszystkich warzyw. Z selera, jarmużu, ziemniaków, marchwi. Wystarczy je tylko cienko pokroić, dodać ulubionej mieszanki przypraw – niestety – z solą, bo chipsy bez soli to nie chipsy, chyba że bananowe (choć coraz częściej przekonuje się, że bez soli też się da obejść i to tylko kwestia przyzwyczajenia). Następnie trzeba rozłożyć je na blaszce, skropić olejem i wstawić do piekarnika (180-200 st. C). Czas pieczenia: na oko do 15 min. Wyciągamy je, odsączamy na papierowym ręczniku, jak to robią w telewizji egzaltowani szefowie kuchni i oto cały sekret. Oprócz tych vinegret spróbujcie też selerowych! Brzmi strasznie, ale smakują wyśmienicie! Nawet starsze dzieci dają się nabrać, że to nie warzywa.

Oczywiście nie można z tymi czipsiorami przesadzać. Ja aktualnie raz na jakiś czas traktuję je jako nagrodę za naprawdę dobrze przetrenowany tydzień. Jeśli moja waga się utrzymuje lub spada, to jest powód, by sprawić sobie miłą niespodziankę. Gwarantuję też, że gdy po jakimś czasie wrócisz do tych zwykłych chipsów – najczęściej dzieje się tak na imprezach – wtedy już po zjedzeniu kilku kęsów będziesz żałować tej decyzji. Idę o zakład! Bekanie, pełno w brzuchu, tłuste łapy, piekąca gęba i wielkie wyrzuty sumienia – nie są warte tych kilku minut dzikiego zapomnienia.

Ciekaw jestem, czy Wy potraficie zrezygnować z chipsów oraz jakie macie sposoby na zabijanie chęci ich jedzenia, a także czym zastępujecie ten „rarytas”? Swoją odpowiedź zostawcie w komentarzach.