Cukier krzepi, że aż brak sił…

Jestem typem człowieka, który raczej trudno popada w uzależnienia. W czasach liceum przerwy spędzałem w szkole, a nie tak jak inni koledzy za szkolnym garażem „na fajce”. Zupełnie mnie do tego nie ciągnęło. Nawet do teraz nie umiem się zaciągać. Nowe technologie też mnie nie pociągają. Z alkoholem jest inaczej, ale wiem już dlaczego. Jest w nim cukier! „Biała śmierć”. Eksperci twierdzą, że to on właśnie potrafi uzależnić każdego. Jako wnuk cukiernika byłem wystawiony na jego oddziaływanie od wczesnego dzieciństwa. Działa podstępnie. Do tej pory bagatelizowano wpływ cukru na otyłość. Przypisywano ją raczej diecie obfitującej w tłuszcze. Dziś wiadomo, że cukier razem z tłuszczem mogą sobie podać ręce i trzymać nas mocno w swym silnym uścisku. Wiedza dostarcza nam nowych danych. Kto dawniej mógł wiedzieć, że cukier to „cichy zabójca”. Melchior Wańkowicz, autor popularnego do dziś wśród starszego pokolenia hasła „Cukier krzepi!”, zachwalał jego zalety. Jak silna była to propaganda wystarczy zerknąć na galerię plakatów z tamtych lat, namawiających do spożywania cukru.

„Dieta cukrowa” niestety nie sprawdzi się w przypadku, kiedy chcemy być przede wszystkim zdrowsi i mniej otyli. Oczywiście są dni, kiedy i mnie łapią napady na coś słodkiego. To jest m.in dowód na to, jak mocno cukier uzależnia. By udało mi się taki napad powstrzymać zanim dorwę się do tabliczki czekolady, na stół muszą wjechać orzechy, owoce i co najwyżej czekolada gorzka. Mam jeszcze jedną zasadę, którą wprowadziła moja Prawie Perfekcyjna Pani Domu, jeśli chcę zjeść coś naprawdę słodkiego, wychodzącego poza dietetyczne granice, to jedynie słodycze HOME MADE. No chyba, że będąc u kogoś w gościnie coś ukradnę po kryjomu, albo odwiedzając rodziców, tuż po przekroczeniu progu, niczym robot kieruje się do szafki ze słodyczami i robię w niej porządki. Dom moich rodziców jest zresztą jednym z dwóch nielicznych miejsc, gdzie nachodzą mnie myśli o słodkim. Trudno mi się wtedy skupić na czymkolwiek, jak nie zajrzę to tej przeklętej szafki. Co ciekawe, gdy rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że jest pusta, nachodzi mnie błogi stan odpuszczenia natręctwa myśli. Rytuał się odbył i po problemie, a to że nie zjadłem słodkiego i mózg jest zadowolony, bo to przecież on żywi się cukrem, to też kolejny dowód na poważne uzależnienie.

Podczas publikowanego „Talk-Show NaDiecie” z Maćkiem Dowborem, dziennikarz też mówi o tym uzależnieniu. Posłuchajcie od 1:29 do 4:06 minuty.

Jak odzwyczaić się zatem od słodkiego? Stopniowo odstawiając cukier, odzwyczajamy się od tego smaku. Po jakimś czasie potrzeba nam go znacznie mniej, by zaspokoić nasze kubki smakowe. Dlatego zabawa w podkradanie słodyczy zaczyna coraz gorzej smakować, gdyż czujemy po prostu przesłodzenie. Wcześniej jednak liczyć trzeba się z wahaniami nastroju – od euforii do przygnębienia, a nawet depresji, co jest kolejnym dowodem na uzależnienie.

Ograniczać, zmniejszać, unikać. Łatwo powiedzieć, ale złapmy jakiś punkt odniesienia, o ile ograniczyć cukier?

Aby sprawdzić swoje dzienne zapotrzebowanie na cukier, trzeba znać własne dzienne zapotrzebowanie energetyczne. Jak to policzyć? W tym celu odsyłam Was do tego artykułu. Tu znajdziecie prosty wzór na obliczenie tego.

Moje całkowite zapotrzebowanie energetyczne wynosi 3743,78 Kcal. Według danych WHO z 2014 r. dzienne zapotrzebowanie na cukier stanowi 5% całkowitego naszego energetycznego zapotrzebowania. Szybka matematyka i z obliczeń wynika, że 187 Kcal mogą być wypełnione cukrami prostymi, co oznacza, że mógłbym zjeść całe 187 Kcal cukru dziennie, czyli jeść bezkarnie ciastka, batony, lody i inne słodkości. Jak pisałem, mógłbym jeść, ale nie mogę, bo unikanie słodyczy nie oznacza wcale, że eliminuję cukier z diety. Cukier bowiem jest ukryty niemalże wszędzie. Od zwykłej bułki, poprzez dietetyczne sosy, serki, na owocach skończywszy. Często mocno docukrzane dla smaku są produkty przetworzone. O tym pisałem już TU.

Aby nie dać się nabrać, pamiętajcie czytać skład etykiet, a produkty z dodatkiem sacharozy, glukozy, fruktozy czy syropem glukozowo-fruktozowym niech jak najrzadziej lądują w Waszym brzuchu.

Idąc dalej, liczę, ile wynosi moja dzienna dawka cukru, już nieważne czy w słodyczach, czy nie? Zakładając, że 1 g węglowodanów to 4 Kcal (187/4), zatem moje dzienne zapotrzebowanie wynosi 46 g dziennego przyjęcia cukru. Załóżmy, że przytrafia mi się pewna sytuacja na stacji benzynowej, gdy płacąc za paliwo w jakiś „niewyjaśnionych” okolicznościach urocza ekspedientka w ramach promocji wcisnęłaby mi małego Twix’ika i puszkę Coli. A następnie szybko po kryjomu, jeszcze przed powrotem do samochodu, wcisnąłbym to do swojego brzucha. Ile przyswoiłbym cukru? W batonie 22 g, a w coli 35 g = 57 g czystego cukru, czyli dzienna dawka słodyczy zostałaby przekroczona. A co z bułeczkami, jogurcikiem, jabłkiem i węglowodanami zawartymi w serwowanych do obiadu ziemniakach, makaronie czy ryżu?

Nie wierzysz, że pożeramy tyle cukru dziennie? Nie bądź ślepy i zobacz, ile cukru jest w tych popularnych produktach, choć nie są one uznawane za „typowe” słodycze.

A teraz czas na popularne słodycze, które często niewinnie gdzieś się zawieruszą w koszyku.

Pamiętajcie, że to są tylko liczby. Najważniejszy jest jednak aspekt zdrowotny.

Czym zatem zamienić cukier? Na rynku dostępnych jest kilka rodzajów cukru lub substancji słodzących. Teraz szybki przegląd tego, co jest czym?

Cukier biały –  jest to produkt rafinowany z buraków cukrowych. Inaczej sacharoza w 99,7%. Nie ma żadnych wartości, jedynie nadaje potrawom słodki smak. 100 g to 387 Kacl.

Cukier brązowy – to produkt z trzciny cukrowej. Najczęściej jest to rafinowany cukier biały zabarwiony karmelem. Nierafinowany natomiast posiada (powinien) w swoim składzie melasę, która nadaje ciemnobrązową barwę i karmelowy smak.

Miód – w przeciwieństwie do dwóch poprzednich produktów dostarcza słodkich i zdrowych kalorii, spożywany oczywiście w granicach rozsądku. Różne rodzaje miodu mają cenne właściwości, tj. wzmacniają serce, działają bakteriobójczo. Zawierają wiele mikroelementów, m.in.: potas, wapń, żelazo, witaminy z grupy B, C, A.

Syrop z agawy – mimo że reklamowany jest jako cukier naturalny, zdrowy, bio (normalnie cudo!), niestety w rzeczywistości taki nie jest. Na drodze wielu procesów chemicznych enzymatyczny syrop pozyskiwany jest z korzenia roślin agawy albo jukki. W rezultacie powstaje słodki płyn, który jest w 70% czystą fruktozą. A jak wiadomo, to właśnie ona w dużej mierze odpowiada za otyłość brzuszną.

Cukier brzozowy (ksylitol) – stanowi zdrowszą alternatywę dla cukru. Pozyskiwany jest z brzozy. Posiada 40% mniej Kcal niż cukier biały. Nie zawiera fruktozy. Nie powoduje skoków cukru we krwi ze względu na niski indeks glikemiczny. Spożywanie ksylitolu jest bezpieczne dla zębów.

Erytrol – podobno najzdrowszy cukier świata. Ma niewiele kalorii (dosłownie!), niski indeks glikemiczny, nie powoduje próchnicy. Działa pozytywnie na pracę jelit nie powodując wzdęć w przeciwieństwie do ksylitolu.

Stevia – naturalny słodzik. Pochodzi ze słodkich liści stevii. Ma 0 Kcal, niski indeks glikemiczny, nie powoduje próchnicy. Rośliny stevii sami możecie hodować w domu.

Jeśli już musimy słodzić, to róbmy to z głową. Stosujmy naturalne słodziki, a nie chemiczne sztuczności, które wykazują bardzo negatywny wpływ na nasz organizm od bólu głowy po nowotwory. Jednak chcąc się odchudzać, musimy zrezygnować z dosładzaczy. I nie ma się co martwić, krzepę będziemy mieć. Całkowicie wystarczą nam cukry naturalne, zawarte chociażby w warzywach i owocach.

Jeśli otworzyłem Wam oczy i zainteresowałem tematem, proponuję na deser do obejrzenia film dokumentalny „Cały ten cukier”. Otworzy Wam oczy jeszcze szerzej i utwierdzi w przekonaniu, że cukier to g…. Poświęćcie jeden wieczór, by go zobaczyć. Film mówi o poważnych sprawach łatwym obrazowym językiem. Oglądając go, będziecie się śmiać, czasem jednak będzie to śmiech przez łzy, bo daje dużo do myślenia. Autor przytacza badania eksperymentu przeprowadzonego na szczurach, które potwierdziły, że cukier uzależnił szczury bardziej niż kokaina!

I z tym optymistycznym akcentem kończę na dziś :)