CUDowne diety!

„Jeszcze rok do Biegu Rzeźnika, dam radę schudnąć, by śmignąć te 80 km po Bieszczadach bardziej w stylu zwinnego jelenia, niż ociężałego niedźwiedzia” –  tak mówiłem, gdy wylosowali mnie po raz pierwszy do udziału w tym kultowym biegu. Waga łazienkowa wskazywała wtedy 94  kg. Treningowo nawet dawałem radę. Niestety, znacznie gorzej było z żywieniem. Przy cięższych treningach zacząłem odczuwać nieudolnie wprowadzone dietetyczne „dobre zmiany”. Na śniadanie nie jadłem nic, ponieważ po przebudzeniu nie czułem ssania, bo trzymała mnie kolacja dnia poprzedniego. W końcu po całym dniu bycia na diecie mogłem sobie pozwolić chyba na małe co nieco? Stosowałem dowolność w doborze produktów. Tłuszcze, białka czy węgle znajdowały się na jednym talerzu, a ja nawet nie myślałem, że to coś złego. Ponieważ wszystko było niby dietetyczne – chrupkie chlebki, odtłuszczone jogurty, napoje light i soki –  dlatego jadłem podwójnie, bo przecież zero kalorii nie zaszkodzi. Waga nie spadała, a do godziny ZERO było coraz bliżej, postanowiłem zatem przejść na DIETĘ. Nawet potrafiłem to słowo odmieniać w liczbie mnogiej, gdyż od czasu gdy ważyłem 127 kg, byłem już na kilku dietach. Wiedziałem jednak, że one akurat się nie sprawdzają i ich stosowanie nie ma nic wspólnego z racjonalnym odżywianiem. Tak więc do kosza mogły pójść diety typu…

Dieta od jutra

Jest to dieta bardzo popularna wśród osób zaczynających przygodę z odchudzaniem. Często ją stosowałem. Polega ona na ciągłym planowaniu terminu diety: „Od jutra, bo dziś kolacja u znajomych, od jutra, bo filmu bez przekąsek się nie ogląda, od jutra, bo ten pączek się do mnie uśmiecha, od jutra, bo…”. Dieta przyjemna, mało wymagająca, ale dająca efekty odwrotne od oczekiwanych. Zdecydowanie nie polecam.

Dieta kopenhaska

Huhu to jest dieta, w której zapewniają bankowo zjazd wagi, walkę z podjadaniem i złymi nawykami w ciągu 13 dni. Pechowa liczba, więc nie mogło się udać. Już przy studiowaniu jadłospisu postukałem się w głowę. Ja, który lubię jeść, miałem przejść na kawę i sałatę. Natomiast jedyną aktywność, jaką można wykonywać przy stosowaniu tej diety, to „leżeć i pachnieć”, a moje plany były ambitne. Dlatego sam tej diety nie wdrożyłem, jednak większość znanych mi efektów jojo praktykowało ten duński wynalazek. Osobiście odradzam.

Przykładowe menu:

  • śniadanie – kubek czarnej kawy z łyżeczką cukru,
  • lunch – 1-2 jajka ugotowane na twardo, szklanka szpinaku lub brokułów,
  • obiad – befsztyk wołowy, lekka sałatka wegetariańska.

Zalety diety: szybki spadek wagi (jeśli w ogóle ktoś dotrwa do końca).

Wady diety: stopniowe wyniszczanie organizmu poprzez niedostarczanie witamin i soli mineralnych, ponadto ciągłe uczucie głodu. Dietetycy uważają ją za jedną z bardziej niebezpiecznych dla zdrowia. Wiąże się z częstymi bonusami w stylu ile stracisz, tyle zyskasz – czasami z nawiązką ;)

Dieta Dukana

Dzięki tej diecie zacząłem wierzyć, że będę jak jakiś etiopski maratończykŻelazną zasadą jest w tym przypadku ograniczenie tłuszczów i węglowodanów na rzecz posiłków wysokobiałkowych. Po 4 fazach diety można było spodziewać się rewelacyjnych wyników. I tym razem jedyną zalecaną aktywnością był szybki 20-minutowy marsz. Ponieważ w trakcie tej diety trenowałem intensywniej, nie będę kłamał, siły wiele nie miałem. Byłem ospały, momentami czułem się, jakbym miał stan przedgorączkowy. Kilogramy rzeczywiście leciały w dół, a także samopoczucie i witalność wraz z nimi.

Zalety diety: szybka redukcja kilogramów, brak uczucia głodu, nieograniczony dostęp do jedzenia z wyłączeniem tłuszczy i węglowodanów.

Wady diety: ryzyko zakwaszenia organizmu ze względu na dużą podaż białka, podwyższenie cholesterolu z powodu spożywania znacznej ilości produktów pochodzenia zwierzęcego, uczucie osłabienia i zmęczenia, częste wizyty w toalecie (sikanie prawie non-stop). W ten sposób organizm wydala niestrawione białka, a to wiąże się z jego odwodnieniem.

Dieta wysokotłuszczowa

Kolejna dieta, która z opisu świetnie się zapowiadała. Można było w trakcie jej stosowania jeść, jeść i jeść, a przy okazji chudnąć. Wiedziałem, że tym razem się uda, bo jedzenie akurat opanowałem do perfekcji w czasie moich „grubych lat”. „Gęba” cieszyła się do dozwolonych steków, kotletów i kiełbas „wiejskich”. Czerwone światło zapalało się jedynie dla węgli, ale nie można mieć wszystkiego, w końcu byłem na diecie.

Zmotywowany przystąpiłem do 1 etapu diety… i na tym zakończyłem odchudzanie ;(

Dwa tygodnie życia na mięsie, bez owoców i warzyw. Mój organizm nie podzielał początkowego entuzjazmu i osłabł. Duży spadek energii, brak siły na treningach, mdliło mnie na myśl o kolejnym mięsnym posiłku. Monotonia mnie zgubiła…, a może uratowała? Wszystko ma swój umiar.

Zalety diety: szybki zjazd wagi, spożycie nieograniczonej ilości tłuszczu zwierzęcego.

Wady diety: monotonia, znów to dyskusyjne zakwaszenie organizmu, spadek energii, bóle głowy, niedobór witamin, wzrost cholesterolu, obciążenie serca i nerek, ryzyko takich chorób, jak miażdżyca, nadciśnienie, osteoporoza.

Dzięki czemu schudłem te ponad 40 kg? Wreszcie olśniło mnie, że nie dietą z kosmosu zrzucę wagę, a ruchem i racjonalnym odżywianiem.

Piramida zdrowego żywienia i aktywności fizycznej fot. Instytut Zdrowego Żywienia 2016, opracowane pod kierownictwem prof. M. Jarosza

Zainteresowałem się tematem ciut bardziej. Poczytałem parę biografii prawdziwych biegaczy typu Scott Jurek, Kilian Jornet, a nie dietetycznych freak-ów. No dobra, ten pierwszy może trochę taki jest, jednak jego wyczyny mówią same za siebie. Pytałem ex grubasów i tych chudych, co robią, że nie tyją, analizowałem to wszystko i z czasem byłem bardziej świadomy, czego mój organizm potrzebuje, aby realizować swoje biegowe marzenia. Niestety, tak już jest, jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz się do tego przyłożyć. Czy to w sporcie, czy to w odchudzaniu. Cudowne diety podawane na tacy może zadziałają na krótką metę, ale na dłużej nie. Podobnie jest w sporcie. Możesz być „gwiazdą” jednego sezonu, a znacznie trudniej jest być na fali przez kilka następnych. Problem odżywiania trzeba samemu zgłębić, gdyż inaczej będzie to ciągłe bezwiedne wykonywanie instrukcji podawanych przez dietetyków, co może tylko doprowadzić do frustracji. Przy każdym samodzielnym kroku bez wgryzienia się w temat, będziemy się potykali, a nawet zaliczali spektakularne gleby. Odchudzanie, w szczególności z dużej ilości kilogramów, to bardziej proces ewolucji niż rewolucji. Organizm musimy stopniowo odzwyczajać od złych nawyków. Jeśli przez 10 lat nicnierobienia utyłem prawie 65 kg, to nie mogę oczekiwać, że w ciągu miesiąca czy dwóch uda mi się te kilogramy zrzucić. Naturalnie znam takich, co w ciągu roku potrafią tego dokonać. Nie za bardzo jednak wierzę w ich długotrwały sukces. Często tym osobom się narażam, gdy pełni entuzjazmu chwalą się swoimi spektakularnymi sukcesami, mówiąc im slow down – zwolnij. Pewnie wtedy w ich oczach wychodzę na zazdrośnika, ale ja to już przerabiałem. Byłem na diecie, na której gubiłem po kilogramie dziennie. Wtedy wydawało mi się, że jestem królem świata. 14 kg w dwa tygodnie! Brzmi nieźle, prawda? Może powinienem na tych radach zacząć zarabiać, jednak dla Waszego zdrowia nawet nie będę, o tym pisał. Podzielić za to mogę się 6 zasadami, jakie wypracowałem u siebie w ciągu ostatnich lat.

Wróćmy jednak do wspomnianego na początku biegu Rzeźnika. Udało mi się zjechać przed startem do 86 kg. Był to pewien sukces. Biegowi eksperci nie dawali mi szans na zmieszczenie się w limicie czasu. Ukończyłem go w 3 godziny przed nimi, z zamiarem powrotu w lepszej formie w kolejnych latach. Słowa dotrzymałem. W każdej kolejnej edycji, ilość mniej dźwiganych kilogramów przekładała się na krótsze czasy biegu. Udało się nawet wejść do tzw. rzeźnickiej elity hardcorów – zawodników, którzy w limicie czasu dokładają do klasycznych 77 km dodatkowe 23! Teraz waga znów stanęła, co jest raczej efektem zmiany budowy ciała. Objętościowo większy tłuszcz zamienił się na cięższe, ale stosunkowo do tłuszczu mniejsze mięśnie. Posługując się skrótem, powiem, że ważę podobnie, ale jestem dużo mniejszy. Te, jak i inne powody przestojów spadku wagi ciała, będą jednym z tematów kolejnych artykułów. A na koniec jedyna dieta cud, jaka działa i nie ma skutków ubocznych ;)

Źródła: